Belgijski bloger odkrywa Beskidy
Maxime z bloga Trekking et Voyage na szlaku The Loop
Czy Polska może zaskoczyć doświadczonego trekkera z Europy Zachodniej? Zdecydowanie tak. Przekonał się o tym Maxime — belgijski bloger podróżniczy i autor popularnego bloga Trekking et Voyage, który odwiedził Beskidy, by przejść fragment długodystansowego szlaku The Loop. Przez kilka dni wspólnie z koleżanką Sarah przemierzał Beskidy, odwiedzając schroniska, smakując lokalną kuchnię i atmosferę gór, które — jak sam przyznaje — były dla niego ogromnym zaskoczeniem.
„Nie wiedziałem, czego się spodziewać”
Jak wielu zachodnioeuropejskich turystów, Maxime wcześniej kojarzył trekking przede wszystkim z Alpami, Dolomitami czy szkockimi Highlands. Polska nie była oczywistym wyborem na wielodniową wędrówkę. I właśnie dlatego szlak The Loop zrobił na nim tak duże wrażenie. Belgijski bloger podkreśla, że siłą beskidzkiego szlaku nie są spektakularne, alpejskie krajobrazy, lecz coś zupełnie innego — autentyczność, prostota i przyjemność samego marszu.
„Nie trzeba jechać w najwyższe góry Europy, żeby przeżyć prawdziwą przygodę. Czasem wystarczy dobry szlak, kilka klimatycznych schronisk i region, który zachował swoją autentyczność.”
Czym jest The Loop?
The Loop to długodystansowy szlak trekkingowy prowadzący przez Beskidy — przede wszystkim Beskid Śląski, Żywiecki i Mały. Cała pętla mierzy około 225–250 kilometrów i została zaprojektowana tak, aby była: dostępna logistycznie, łatwa do podziału na krótsze etapy, przyjazna zarówno dla początkujących, jak i bardziej doświadczonych piechurów. Szlak oficjalnie rozpoczyna się i kończy w Bielsku-Białej, ale można do niego dołączyć praktycznie w dowolnym miejscu.
To właśnie ta elastyczność szczególnie spodobała się Maxime’owi. Podczas swojej wizyty belgijski bloger przeszedł fragment trasy prowadzący z Bielska-Białej w kierunku Wisły, przez Szyndzielnię, Błatnię, Czantorię, Soszów Wielki. W swojej relacji wielokrotnie podkreślał wyjątkową atmosferę beskidzkich szlaków: brak tłumów, ciszę i kontakt z naturą, świetnie rozwiniętą sieć schronisk, możliwość wędrowania „na lekko”. Duże wrażenie zrobiło na nim również schronisko Soszów, które opisał jako miejsce pełne prostoty i górskiego klimatu dawnych lat. Szczególnie zapamiętał jego gospodynię — Ewę — która z ogromnym zaangażowaniem tworzy przestrzeń bardziej przypominającą górski dom niż komercyjny obiekt noclegowy.
Pierogi, schabowy i smak trekkingu
Nie zabrakło także zachwytów nad lokalną kuchnią. Maxime i Sarah szybko odkryli że po całym dniu marszu pierogi smakują jeszcze lepiej!
W swoim tekście wspomina o:
• pierogach z serem i ziemniakami,
• tradycyjnych kotletach schabowych,
• ciepłej kapuście,
• prostych, sycących posiłkach idealnych po dniu na szlaku.
I właśnie ta codzienna rytmika trekkingu najbardziej zapadła mu w pamięć:
„Idziemy cały dzień. Wieczorem jemy coś ciepłego. Śpimy. I zaczynamy od nowa. Czasem naprawdę nie potrzeba wiele więcej.”
Polska jako kierunek outdoorowy? „Ludzie kompletnie ją niedoceniają”. W podsumowaniu swojej podróży Maxime zwraca uwagę na coś bardzo ważnego: wielu zachodnich turystów wciąż kompletnie nie bierze Polski pod uwagę jako kierunku trekkingowego. Tymczasem Beskidy oferują świetną infrastrukturę, bardzo dobry stosunek jakości do ceny, autentyczne doświadczenie górskie, rozbudowaną sieć szlaków, łatwy dostęp z europejskich miast (w pobliżu znajdują się lotniska Kraków-Balice oraz Katowice-Przyrzowice).
Jak sam przyznaje — The Loop nie próbuje konkurować z najbardziej znanymi alpejskimi trekkingami. I właśnie w tym tkwi jego siła. To szlak dla tych, którzy chcą naprawdę zanurzyć się w rytmie wędrówki.
Polecamy lekturze pełną relację Maxima z wizyty w Beskidach: tutaj
Więcej informacji o szlaku: The Loop – oficjalna strona





